Przejdź do treści
codecollab.pl
§ Blog umowa na wykonanie strony internetowej wzór

Umowa na wykonanie strony internetowej - wzór i co chroni klienta

Najdroższe zdanie w umowie na stronę to zdanie, którego w niej nie ma

Krystian Kacik 10 min czytania
Spis treści

Najdroższe zdanie w umowie na stronę to zdanie, którego w niej nie ma. Widzę to za każdym razem, gdy przejmuję serwis po innym wykonawcy: strona stoi, wygląda przyzwoicie, tylko nikt nie umie odpowiedzieć, czyj jest kod, na czyje konto wykupiono licencje wtyczek i gdzie leży repozytorium. W umowie podpisanej dwa lata wcześniej nie ma o tym ani słowa. Dlatego kiedy ktoś wpisuje w Google frazę „umowa na wykonanie strony internetowej wzór”, zwykle nie szuka prawniczego szablonu, a pewności, że po odbiorze projektu zostanie z działającą stroną i z kompletem kluczy do niej.

Patrzę na to od strony wykonawcy - buduję strony firmowe i sklepy, więc przy tym stole siedzę po przeciwnej stronie niż czytelnik. Uprzedzam od razu: to nie jest porada prawna. Mówię o tym, co musi być w dokumencie, żeby projekt dało się odebrać, rozliczyć i w razie potrzeby przenieść do kogoś innego. Formę przeniesienia praw autorskich, kary umowne i odpowiedzialność za dane osobowe niech przed podpisem przeczyta prawnik.

Umowa na wykonanie strony - siedem punktów, które chronią klienta

Jeśli w dokumencie, który masz na biurku, brakuje któregoś z tych punktów, to nie jest jeszcze umowa na wykonanie strony - to zaproszenie do późniejszej rozmowy o tym, co strony miały na myśli.

  1. Zakres w załączniku, rozpisany na podstrony i funkcje, a nie w jednym zdaniu o przedmiocie umowy.
  2. Terminy z jawną zależnością od Ciebie - wykonawca czeka na teksty, zdjęcia i decyzje, więc termin liczy się od ich dostarczenia, nie od podpisu.
  3. Kamienie milowe powiązane z płatnościami, żeby żadna strona nie kredytowała drugiej całym projektem.
  4. Procedura odbioru - kto sprawdza, w jakim czasie i ile rund poprawek jest w cenie.
  5. Przeniesienie praw do tego, co powstało, ze wskazanym momentem przeniesienia.
  6. Gwarancja na błędy po uruchomieniu - okres, w którym poprawiasz wady wykonania bez dodatkowej faktury.
  7. Pakiet wyjścia: kod, dostępy, informacja o licencjach i krótka dokumentacja tego, co nietypowe.

Dalej rozwijam cztery punkty, na których wykłada się najwięcej projektów.

Zakres w załączniku - jedyna część, której nie da się przepisać z wzoru

Formalny szkielet umowy jest wymienny: strony, przedmiot, wynagrodzenie, odstąpienie, poufność. Zakres wymienny nie jest, bo dotyczy dokładnie Twojej strony.

Różnica między dobrym a złym zapisem wygląda tak:

  • „Wykonanie strony internetowej firmy wraz z wdrożeniem” - nie znaczy nic. Nie wynika z tego, czy strona ma blog, czy formularz newslettera jest w cenie, ani ile ma podstron.
  • „Szesnaście podstron z listy, blog z kategoriami, formularz kontaktowy z powiadomieniem na dwa adresy, wersja angielska jako osobne drzewo adresów, zgodność z WCAG na poziomie AA” - znaczy dokładnie tyle, ile jest napisane, i po odbiorze widać, czy się wydarzyło.

Ten załącznik nie powstaje przy podpisywaniu umowy, tylko wcześniej, przy ustalaniu zakresu. Co powinno w nim być, rozpisałem w tekście o tym, jak wygląda dobry brief strony internetowej.

Druga rzecz, której prawie nikt nie ma: co jest poza zakresem. Teksty i tłumaczenia, zdjęcia i licencje na nie, migracja starych treści, szkolenie zespołu, wtyczki premium, hosting i domena. To nie ograniczanie się przez wykonawcę, tylko oszczędzanie obu stronom rozmowy dwa dni przed startem.

Terminy, kamienie milowe i płatności - kto na kogo czeka

Najczęstsza przyczyna opóźnień w projektach, które prowadzę, nie leży po stronie kodu. Teksty i zdjęcia przychodzą później, niż ustalono, a decyzja o wariancie strony głównej czeka na spotkanie zarządu. To normalne i da się w umowie uczciwie opisać, zamiast udawać, że wykonawca pracuje w próżni.

Sensowny zapis robi trzy rzeczy. Dzieli projekt na etapy - zakres i architektura, projekt graficzny, wdrożenie, testy i uruchomienie. Przy każdym etapie mówi, czego potrzebuje od Ciebie i co dzieje się z terminem, gdy tego nie dostanie na czas. Wiąże płatności z etapami, a nie z kalendarzem.

Płatność z góry za cały projekt jest zła dla Ciebie, bo cała dźwignia znika w dniu przelewu. Płatność w całości po odbiorze jest zła dla wykonawcy, bo przy większym projekcie finansuje Twoją firmę miesiącami. Podział na transze przypisane do zakończonych etapów rozwiązuje jedno i drugie, a przy okazji daje Ci punkty kontrolne: jeśli drugi etap wygląda źle, nie płacisz za trzeci.

Do tego jedno zdanie wprost: kto płaci za zmianę zakresu w trakcie. Nie chodzi o karanie za nowe pomysły, tylko o zasadę, że praca ponad zakres nie startuje bez pisemnej akceptacji ceny i nowego terminu. Bez tego można dostać fakturę za pracę, której nikt świadomie nie zamówił.

Prawa autorskie, kod i dostępy - co musi być zapisane

To najważniejsza część umowy na stronę i jednocześnie ta, której w gotowych wzorach praktycznie nie ma. Trzy rzeczy trzeba nazwać po imieniu.

Prawa do tego, co powstało na zamówienie. Projekt graficzny, własny motyw, dopisane funkcje, konfiguracja - umowa musi mówić, że prawa do nich przechodzą na Ciebie, i w jakim momencie. Praktyka wiąże to z zapłatą całości wynagrodzenia i to uczciwy układ dla obu stron. Ważne: przeniesienie praw autorskich wymaga formy pisemnej i wskazania, do czego dokładnie prawa nabywasz, więc to ten fragment, który musi przeczytać prawnik. Zdanie „klient otrzymuje pełne prawa do strony” brzmi dobrze i w praktyce nie wystarcza.

Kod, którego nikt nie przenosi, bo nie może. WordPress, większość motywów i wtyczek są na licencji GPL - nie są własnością wykonawcy i nie da się ich przenieść. To nie problem, tylko powód, żeby zapis brzmiał precyzyjnie: prawa do części napisanej na zamówienie plus wydanie kompletnej kopii całości, którą dowolny inny programista postawi u siebie bez proszenia poprzednika o cokolwiek. Jeśli projekt żyje w repozytorium, umowa powinna dać Ci dostęp do niego albo jego pełny odpis.

Czyje są konta. Domena, hosting i konta w usługach zewnętrznych rejestrowane na Ciebie, z dostępem dla wykonawcy - nigdy odwrotnie. Domena zapisana na wykonawcę to najdroższy rodzaj wygody, jaki znam. Przy wtyczkach płatnych umowa powinna wskazać, na czyje konto kupowane są licencje i kto je odnawia po starcie, bo licencja na koncie wykonawcy przestaje działać w dniu rozstania. Jak to wygląda przy stałej współpracy po uruchomieniu, opisałem przy okazji umowy serwisowej na opiekę nad stroną.

Odbiór, poprawki i gwarancja - kiedy strona jest skończona

Bez procedury odbioru projekt nie kończy się nigdy, tylko stopniowo zamiera. Umowa powinna odpowiadać na cztery pytania: kto po Twojej stronie odbiera, w jakim czasie od zgłoszenia gotowości, w jakiej formie zgłasza uwagi i ile rund poprawek jest w cenie.

Ten ostatni punkt bywa czytany jako nieufność wobec klienta, a jest odwrotnie. Umowa bez limitu poprawek nie daje Ci nieskończonych poprawek - daje wykonawcy powód, żeby doliczyć ryzyko do ceny. Zapisana liczba rund plus stawka za kolejne jest przewidywalna dla obu stron.

Osobno stoi gwarancja i te dwie rzeczy trzeba rozdzielić. Poprawki dotyczą tego, że efekt nie odpowiada ustaleniom. Gwarancja dotyczy wad wykonania, które wychodzą po uruchomieniu: formularz nie wysyła maila na jednej przeglądarce, menu rozjeżdża się na konkretnym telefonie, coś przestało działać po aktualizacji wdrożonej przez wykonawcę. Umowa powinna podać okres gwarancji i wprost powiedzieć, czego nie obejmuje - nowych funkcji, zmian treści, skutków instalowania wtyczek na własną rękę i awarii hostingu.

Czego nie podpisywać

Kilka zapisów, na widok których przestaję czytać i zadaję pytanie:

  • Brak wydania kodu i dostępów. Strona, do której nie masz dostępu na poziomie plików i bazy, nie jest Twoja w żadnym praktycznym sensie.
  • Licencja zamiast przeniesienia praw, zwłaszcza odwoływalna albo powiązana z abonamentem. Wtedy nie kupujesz strony, tylko wynajmujesz ją bezterminowo.
  • Strona na zamkniętej platformie wykonawcy bez zapisu o eksporcie treści. Wyjście z takiego układu kosztuje drugą budowę.
  • Termin bez daty - „niezwłocznie”, „po dostarczeniu materiałów” bez określenia, ile czasu liczy się od tego dostarczenia.
  • Wynagrodzenie bez zakresu, czyli kwota i termin, ale zamiast załącznika ogólne zdanie o wykonaniu strony.
  • Zakaz przekazania projektu innemu wykonawcy albo wymóg zgody dotychczasowego. Nie ma dla tego uzasadnienia poza blokowaniem Cię przy drzwiach.
  • Brak jakiejkolwiek gwarancji. Jeśli wykonawca nie chce odpowiadać za wady wykonania choćby przez krótki okres, sam nie wierzy w to, co oddaje.

Żaden z nich nie musi oznaczać złej woli - część szablonów krąży po rynku od lat. Dlatego wybór wykonawcy jest w praktyce ważniejszy od doboru wzoru; na co patrzeć, pisałem w tekście o tym, kto zrobi stronę internetową dla firmy.

Umowa na wykonanie strony internetowej wzór - czego brakuje gotowym dokumentom

Gotowe dokumenty krążą pod wieloma nazwami - umowa o wykonanie strony www, umowa na wykonanie serwisu internetowego, umowa na stronę internetową wzór - i jako punkt startu są w porządku. Szkielet formalny mają zwykle poprawny, bo to najłatwiejsza część. Reszta to rzeczy, których w uniwersalnym wzorze być nie może, bo są specyficzne dla Twojego projektu.

Brakuje w nich zwykle dokładnie tego, o czym jest ten tekst: załącznika z zakresem zamiast zdania o „wykonaniu serwisu internetowego”, powiązania terminu z Twoimi materiałami, etapów z transzami, precyzyjnego zapisu o prawach uwzględniającego kod na licencji otwartej, procedury odbioru z liczbą rund poprawek i pakietu wyjścia.

Praktyczny sposób pracy z wzorem: weź szkielet, wyrzuć ogólniki o profesjonalnym wykonaniu, dopisz załącznik nr 1 z zakresem i załącznik nr 2 z etapami, terminami i transzami. Dwie kartki dopisane do szablonu robią więcej niż dziesięć stron paragrafów. Czy potrzebny jest prawnik? Do tych dwóch załączników nie, do paragrafów o prawach i odpowiedzialności tak.

Jak to wygląda u mnie

Pracuję w modelu fixed-bid, więc zakres, cena i termin jadą do klienta razem, na piśmie, przed podpisaniem czegokolwiek - ryzyko wyceny jest moje, nie Twoje. Do tego komplet, który uważam za minimum uczciwości: lista podstron i funkcji jako załącznik, etapy z transzami, jasno wskazane materiały, na które czekam, przeniesienie praw do tego, co napisałem na zamówienie, wraz z ostatnią płatnością, oraz wydanie pełnej, uruchamialnej kopii strony z dostępami. Kiedy buduję stronę firmową od zera albo przebudowuję istniejącą, ten sam załącznik z zakresem służy potem jako lista kontrolna przy odbiorze.

Masz przed sobą umowę od wykonawcy? Podeślij mi ją z opisem projektu - powiem, których punktów z tej listy w niej brakuje.

Najczęstsze pytania

Czy umowa na wykonanie strony musi być na piśmie? Sama współpraca zwykle nie wymaga formy pisemnej, ale przeniesienie praw autorskich już tak - i to główny powód, żeby dokument istniał. Bez pisma zostajesz z wykonaną stroną i bez jasności, co możesz z nią zrobić. Skutki prawne konkretnych zapisów potwierdź u prawnika.

Kiedy przechodzą na klienta prawa do strony? W dobrze napisanej umowie z chwilą zapłaty całości wynagrodzenia, zapisane wprost, razem ze wskazaniem, czego dotyczą. Uwaga na dwa skróty: samo wydanie plików nie przenosi praw, a części na licencji otwartej nie przenosi nikt - tam liczy się prawo do kodu napisanego na zamówienie i pełna kopia całości.

Czy gwarancja po uruchomieniu to to samo co opieka nad stroną? Nie. Gwarancja pokrywa wady wykonania z okresu projektu, a opieka to bieżące aktualizacje, kopie zapasowe, monitoring i drobne zmiany po starcie - osobna usługa i osobna umowa. Warto policzyć jej koszt przed uruchomieniem strony; rozpisałem to w tekście o kosztach utrzymania strony internetowej.


Potrzebujesz czegoś takiego u siebie? Projektuję i buduję strony internetowe dla firm B2B - od zera albo jako przebudowę tego, co już stoi. Porozmawiajmy o projekcie.

§ Porozmawiajmy o projekcie

Twoja strona nie przynosi zapytań albo wygląda staro, a nie wiesz, od czego zacząć?

Opisz zakres w dwóch zdaniach albo podeślij link do strony. Wskażę, co poprawić najszybciej, a wycenę dostajesz na piśmie - bez „od X zł".

Porozmawiajmy o projekcie