Ile trwa budowa strony internetowej to pytanie, na które wykonawcy odpowiadają widełkami, a firma potrzebuje kalendarza. W pierwszej piątce wyników znajdziesz zwykle szeroki przedział podany bez rozpisania i ani słowa o tym, co się w tych tygodniach dzieje, kiedy potrzebuję od Ciebie decyzji i w którym momencie projekt zaczyna się ślizgać. Widełki nie pomagają zaplanować sezonu, przeprowadzki domeny ani kampanii, która ma ruszyć po starcie strony.
Punkt odniesienia mam konkretny. Pełna przebudowa strony Złotej Fazy zajęła pięć tygodni od pierwszej rozmowy do wejścia na produkcję. To nie jest obietnica składana w ciemno każdemu projektowi, tylko realny przebieg, który da się rozłożyć na etapy. Na nim pokażę, gdzie te tygodnie naprawdę uciekają, bo prawie nigdy nie uciekają tam, gdzie się ludziom wydaje.
Ile trwa budowa strony internetowej - harmonogram tydzień po tygodniu
Poniżej rozpisuję projekt strony firmowej o typowej wielkości: kilkanaście podstron, formularz kontaktowy, indywidualny projekt graficzny, bez sklepu i bez integracji z cudzym systemem. Przy każdym tygodniu piszę, co robię ja i czego w tym czasie potrzebuję od Ciebie.
Tydzień zerowy - zakres i wycena. Zaczyna się od Twojego opisu albo adresu obecnej strony. Odsyłam rozpisany zakres, cenę i termin. To jeszcze nie jest tydzień projektowy, ale wchodzi do kalendarza, bo od akceptacji oferty liczy się wszystko dalej. Jak przygotować materiał, żeby ten etap nie rozciągnął się na tydzień dopytywania, rozpisałem osobno w tekście o tym, co wysłać, żeby dostać konkretną wycenę.
Tydzień pierwszy - struktura i makieta. Ustalamy mapę podstron, kolejność sekcji na stronie głównej i to, co ma robić każdy ekran. Powstaje makieta bez grafiki: prostokąty i teksty zastępcze. Wygląda skromnie i to jest zamierzone, bo na tym etapie łatwiej jest się nie zgodzić. Od Ciebie potrzebuję w tym tygodniu jednej rzeczy: dostępów do wszystkiego, co jest cudze. Domena, obecny hosting, konto reklamowe, panel systemu, z którym strona ma się łączyć. Zamawiam je pierwszego dnia, bo czas oczekiwania na cudzej stronie jest jedyną częścią projektu, na którą nie mam wpływu.
Tydzień drugi - projekt graficzny kluczowych ekranów. Strona główna, jedna podstrona ofertowa, kontakt. Nie projektuję wszystkich ekranów, tylko te, które ustawiają język wizualny całości; reszta powstaje z gotowych już elementów. Tutaj zapada decyzja, po której cofanie się kosztuje najwięcej, więc proszę o uwagi zbiorczo i od osoby, która decyduje. Rozjazd zaczyna się wtedy, gdy projekt ogląda pięć osób i każda pisze osobno w innym tygodniu.
Tydzień trzeci - budowa. Kodowanie szablonów, panel do samodzielnej edycji, wersje na telefon. W tym tygodniu widzisz działające demo, nie zrzut ekranu, i możesz kliknąć każdą podstronę. Kod od pierwszego dnia leży na Twoim repozytorium. Z mojej strony to najbardziej przewidywalny etap, bo zależy wyłącznie od zakresu ustalonego na piśmie.
Tydzień czwarty - treści, technika i to, co widzi Google. Wgrywanie tekstów i zdjęć, adresy podstron, dane strukturalne, mapa witryny, polityka prywatności i zgody, podpięcie analityki. Jeśli treści mają być moje, ten tydzień jest pełny po brzegi; jeśli Twoje, to on decyduje o tym, czy termin się utrzyma. Częściej niż cokolwiek innego widzę technicznie gotową stronę, która czeka na opisy usług.
Tydzień piąty - testy i wejście na produkcję. Przeklikanie na telefonach i przeglądarkach, sprawdzenie formularzy i anty-spamu, przekierowania ze starych adresów, przeniesienie domeny, kopie zapasowe. Po starcie zaczyna się trzydzieści dni opieki wliczonych w cenę, czyli czas, w którym poprawiam drobiazgi bez osobnej wyceny.
Taki harmonogram budowy strony firmowej mieści się w pięciu tygodniach dlatego, że etapy nie czekają na siebie. Kiedy w tygodniu drugim trwa projekt graficzny, w tle idzie już zamawianie dostępów i porządkowanie treści.
Co wydłuża termin (i co z tego zależy od Ciebie)
Technika rzadko jest wąskim gardłem. Projekty stają w czterech miejscach i trzy z nich leżą poza moim kodem.
Teksty, które miały być na wczoraj. To jest pierwsza przyczyna, z dużym zapasem. Deklaracja „opisy napiszemy sami, znamy firmę najlepiej” jest prawdziwa i nadal kończy się miesięcznym postojem, bo dwadzieścia opisów usług pisze się wieczorami po pracy. Rozwiązanie nie polega na popędzaniu, tylko na decyzji podjętej w tygodniu zerowym: albo teksty wchodzą do mojego zakresu, albo umawiamy datę i ta data jest częścią harmonogramu, a nie dobrą chęcią.
Zdjęcia w rozdzielczości z telefonu sprzed pięciu lat. Firma zwykle ma setki zdjęć i żadnego, które wytrzyma szerokość strony głównej. To nie jest awaria, to pozycja do zaplanowania, byle padła w tygodniu pierwszym, a nie w przedostatnim.
Dostępy do cudzych systemów. Konto testowe w hurtowni, dokumentacja programu magazynowego, panel u poprzedniego wykonawcy. Zamawiam je natychmiast, ale odpowiada na nie ktoś, kto nie ma powodu się spieszyć. Dlatego integracje wydzielam do osobnego etapu z własnym terminem, zamiast wciągać je w termin całej strony.
Rozproszona decyzja. Jedna osoba decyzyjna po Twojej stronie skraca projekt bardziej niż jakakolwiek optymalizacja po mojej. Uwagi od trzech osób, spływające w trzech różnych tygodniach, potrafią dołożyć do projektu tyle, co cały etap budowy.
Wszystkie cztery są do przewidzenia jeszcze przed startem. Dlatego zanim wystawię termin, proszę o wypełnienie briefu - rozpisałem go punkt po punkcie w tekście o tym, jaki brief skraca wycenę. Punkty o tekstach, zdjęciach i integracjach nie opisują strony; one wyznaczają daty.
Szybciej się da, ale nie za darmo
Czas realizacji strony www da się skrócić i robię to regularnie, tylko trzeba wiedzieć, czym się za to płaci.
Najtańszy sposób jest nudny: zmniejszyć zakres. Sześć podstron zamiast dwudziestu, jeden projekt graficzny zamiast trzech propozycji, wersja językowa dołożona po starcie zamiast razem z nim. Strona wchodzi wcześniej i dalej rośnie, a Ty zaczynasz zbierać zapytania, zamiast czekać na komplet.
Drugi sposób to redesign zamiast budowy od zera. Jeśli obecna strona ma sensowną strukturę i działające treści, sama wymiana warstwy wizualnej to zwykle kilka dni roboczych, a strona przez cały czas działa i nie wypada z wyników wyszukiwania. Bardzo często to jest właściwa odpowiedź na pytanie, które brzmiało „ile trwa zrobienie strony internetowej od nowa”.
Trzeci sposób kosztuje pieniądze wprost: teksty i zdjęcia po mojej stronie, zamówione z zewnątrz i wpisane do harmonogramu jako osobne pozycje. Znika wtedy najdłuższy postój, ale pojawia się w wycenie. To jest uczciwy handel tygodniami za budżet i warto go rozważyć, gdy start jest przypięty do sezonu albo do kampanii.
Czego nie robię, to skracanie testów i etapu przekierowań. Tydzień piąty wygląda na najmniej efektowny i jest jedynym, którego wycięcie widać potem u wszystkich: w formularzu, który nie dochodzi, i w adresach, które wypadły z Google.
Skąd się bierze różnica między trzema tygodniami a trzema miesiącami
Rozpiętość w ofertach na rynku nie bierze się ze zręczności wykonawców, tylko z tego, że pod jednym hasłem sprzedaje się trzy różne produkty. Gotowy szablon z podmienionymi treściami powstaje w kilka dni. Strona z indywidualnym projektem i rozpisaną treścią to tygodnie. Strona z logowaniem klienta, kalkulatorem albo połączeniem z systemem magazynowym to już nie strona, tylko system, i liczy się ją inaczej.
Zanim porównasz terminy z dwóch ofert, sprawdź, czy dotyczą tego samego zakresu. Ta sama zasada rządzi kwotą i rozłożyłem ją w tekście o tym, ile kosztuje strona internetowa. Termin i cena są dwiema stronami tej samej decyzji o zakresie, więc oferta z krótkim terminem i niską kwotą zwykle nie jest okazją, tylko innym produktem.
U mnie strony internetowe dla firm B2B idą tygodniowymi sprintami z demo na koniec każdego tygodnia, a termin dostajesz na piśmie razem z zakresem i ceną, zanim cokolwiek ruszy. Nie dlatego, że tak wypada, tylko dlatego, że termin bez rozpisanych etapów jest życzeniem, a nie zobowiązaniem.
Najczęstsze pytania
Od kiedy liczy się termin? Od akceptacji oferty i zaliczki, nie od pierwszej rozmowy. Jeśli między wyceną a decyzją mija miesiąc, harmonogram przesuwa się o ten miesiąc, bo w międzyczasie stoją inne projekty.
Czy dostanę termin na piśmie? Tak, razem z wyceną i rozpisanym zakresem. Data startu i data wejścia na produkcję są w tym samym dokumencie co cena.
Co, jeśli to ja opóźniam projekt? Nic dramatycznego, tylko kalendarz się przesuwa i mówię o tym od razu, a nie na końcu. Etapy zależne od Twoich materiałów są w harmonogramie oznaczone, więc widać, który tydzień czeka i na co.
Czy da się zrobić stronę w tydzień? Da się, jeśli mówimy o prostej stronie na gotowym szablonie, z treściami, które już istnieją, i bez integracji. Przy indywidualnym projekcie i pisaniu treści od zera tydzień oznacza tylko, że ktoś przeniósł ryzyko na Ciebie.
Co dzieje się po starcie? Trzydzieści dni opieki jest w cenie: poprawki, drobne zmiany i reakcja, gdy coś przestanie działać. Potem można to przedłużyć albo zostawić stronę sobie, bo kod i tak jest Twój od pierwszego dnia.
Potrzebujesz czegoś takiego u siebie? Projektuję i buduję strony internetowe dla firm B2B - od zera albo jako przebudowę tego, co już stoi. Porozmawiajmy o projekcie.