Przejdź do treści
codecollab.pl
§ Blog strona internetowa dla salonu kosmetycznego

Strona internetowa dla salonu kosmetycznego - rezerwacje online zamiast telefonów

Dobra strona internetowa dla salonu kosmetycznego ma jedno zadanie: doprowadzić kogoś, kto zobaczył Twoją pracę na Instagramie, do zarezerwowanego terminu bez ani jednego telefonu

Krystian Kacik 9 min czytania
Spis treści

Dobra strona internetowa dla salonu kosmetycznego ma jedno zadanie: doprowadzić kogoś, kto zobaczył Twoją pracę na Instagramie, do zarezerwowanego terminu bez ani jednego telefonu. Nic więcej. Nie musi opowiadać historii marki ani prezentować filozofii pielęgnacji - klientka, która trafia na stronę salonu, jest już w połowie decyzji i sprawdza trzy rzeczy: czy robisz to, czego szuka, ile to kosztuje i kiedy jest wolny termin. Wszystko, co stoi między tymi trzema odpowiedziami a przyciskiem rezerwacji, kosztuje Cię wizytę.

Najczęstszy scenariusz, który widzę u salonów, wygląda tak: profil na Instagramie żyje, zdjęcia efektów są dobre, telefon dzwoni w trakcie zabiegu i nikt go nie odbiera, a wiadomości na priv spływają wieczorem, kiedy salon jest zamknięty. Rano ktoś odpisuje na dwadzieścia wiadomości i połowa nadawczyń zdążyła już umówić się gdzie indziej. To nie jest problem marketingu - to problem ścieżki. Brakuje jednego miejsca, które pracuje wtedy, gdy Ty pracujesz rękami.

Instagram i Booksy to za mało - co daje strona internetowa dla salonu kosmetycznego

Zacznę od uczciwego postawienia sprawy, bo łatwo tu popaść w sprzedażowy ton. Instagram i systemy rezerwacji typu Booksy czy Moment robią rzeczy, których żadna strona nie zrobi. Instagram przyprowadza ludzi, którzy Cię nie szukali - trafiają na zdjęcie efektu i dopiero wtedy zaczynają się zastanawiać. System rezerwacyjny ma swoją wyszukiwarkę i wolne terminy widoczne obok siebie, a klientka, która jest tam zalogowana, umawia się w trzy kliknięcia. Udawanie, że to nie ma wartości, byłoby nieuczciwe.

Problem polega na tym, co się dzieje pomiędzy. Instagram nie odpowie na pytanie, ile kosztuje seria czterech zabiegów, czy można przyjść po antybiotyku i gdzie zaparkować. Karuzela sprzed trzech miesięcy jest w praktyce nie do odnalezienia, a Twój cennik w relacji zniknął po dobie. System rezerwacyjny z kolei świetnie obsługuje kogoś, kto już wie, na co się umawia - ale nie przekona osoby, która waha się między dwoma zabiegami i chce najpierw zrozumieć różnicę.

Własna strona salonu czy gabinetu kosmetycznego zajmuje dokładnie to miejsce: jest jedynym kawałkiem tej układanki, który należy do Ciebie i którego treść nie znika po dwudziestu czterech godzinach. Odpowiada na pytania zadawane przed decyzją, a potem oddaje klientkę do rezerwacji online - przyciskiem, który prowadzi do kalendarza w systemie, z którego już korzystasz. Nie konkuruje z Booksy. Dokłada do niego wszystko, czego tam nie ma, i przy okazji łapie ruch z wyszukiwarki, do którego profil na Instagramie nie ma dostępu.

Praktyczna konsekwencja jest taka, że przycisk rezerwacji musi być jeden i ma być widoczny na każdym ekranie, nie tylko na stronie głównej. Klientka, która przeczytała opis zabiegu i właśnie się zdecydowała, nie powinna wracać do menu, żeby szukać, gdzie się zapisać. Ten moment trwa kilka sekund i albo go wykorzystasz, albo nie.

Cennik zabiegów, efekty i personel - układ, który buduje zaufanie

Cennik to pierwsza rzecz, o którą pytam salon, i najczęstsze miejsce oporu. Argument „konkurencja podejrzy” rozumiem, tylko on nie wytrzymuje zderzenia z rzeczywistością: konkurencja i tak zadzwoni, a klientka, która nie znajdzie ceny, zakłada najgorsze i idzie dalej. Brak cennika nie ukrywa cen przed konkurencją - ukrywa je przed osobą, która chciała się umówić.

Nie musi to być sztywna tabela. Przy zabiegach, gdzie cena zależy od partii ciała, liczby obszarów albo ilości preparatu, wystarczy widełki i jedno zdanie, od czego zależy miejsce w tych widełkach. Ważniejsze od precyzji jest to, żeby cennik był treścią na stronie, a nie plikiem PDF. PDF na telefonie otwiera się w osobnej przeglądarce, trzeba go rozsuwać palcami, a wyszukiwarka nie czyta go tak, jak zwykłej podstrony. Ten sam błąd opisywałem przy stronach dla restauracji i menu wrzuconym jako skan - mechanizm jest identyczny.

Zdjęcia efektów są w tej branży walutą, ale też miejscem, gdzie najłatwiej się potknąć. Od strony technicznej zasada jest prosta: własne zdjęcia z Twojego gabinetu, w formacie, który nie zabija ładowania na telefonie, i podpisane tak, żeby było wiadomo, jaki zabieg i ile sesji. Od strony formalnej kosmetolodzy podlegają innym wytycznym niż lekarze, a materiały przed i po bywają traktowane jako treść o cechach reklamy - zakres wypada potwierdzić w aktualnych wytycznych właściwej izby przed publikacją, o czym pisałem szerzej przy stronach gabinetów. To nie jest porada prawna, tylko sygnał, żeby tego nie przeoczyć.

Personel to element, który salony traktują po macoszemu, a on realnie sprzedaje. Klientka nie umawia się do salonu - umawia się do konkretnej osoby, która robiła te paznokcie na zdjęciu. Imię, prawdziwe zdjęcie, jedno zdanie o tym, w czym dana osoba się specjalizuje. Jeśli w zespole są trzy osoby i każda robi co innego, powiedz to wprost, bo inaczej klientka trafia na przypadkowy termin i wychodzi rozczarowana kimś, kto nie robi jej ulubionego zabiegu.

Do tego dochodzi dojazd, który przy lokalu w kamienicy albo w biurowcu potrafi zadecydować o spóźnieniu i złym początku wizyty. Adres to za mało. „Wejście od podwórza, domofon numer 12, parking płatny przed budynkiem, bezpłatnie po 18” rozwiązuje realny problem osoby, która pierwszy raz szuka Twoich drzwi.

Ścieżka od Instagrama do zarezerwowanego terminu

To jest sekcja, o której konkurencyjne teksty w tej branży milczą, a która decyduje o wszystkim. Trzy narzędzia mają działać jak jeden ciąg, nie jak trzy osobne kanały prowadzone przez trzy różne osoby.

Praktycznie wygląda to tak. W profilu na Instagramie jest jeden link i prowadzi na stronę, nie do rozgałęzionego rozdzielacza linków - każdy dodatkowy ekran po drodze wycina część ruchu. Na stronie klientka znajduje zabieg z posta, cenę, osobę i przycisk rezerwacji. Przycisk otwiera kalendarz. Koniec. Trzy ekrany od zdjęcia do potwierdzonego terminu.

Warto przy tym ustalić, dokąd prowadzą Twoje posty. Jeśli promujesz konkretny zabieg, link ma prowadzić na podstronę tego zabiegu, nie na stronę główną - osoba, która trafi na główną, musi jeszcze raz szukać tego, co przed chwilą widziała. Podstrona zabiegu z opisem, ceną, przeciwwskazaniami i przyciskiem rezerwacji jest w tej branży najbardziej dochodowym typem treści, jaki można mieć, i to ona wychodzi w wyszukiwarce na pytania w rodzaju „ile trzyma się lakier hybrydowy”.

Formularz kontaktowy zostaw jako drogę zapasową dla pytań, nie jako główny sposób zapisu. Formularz to obietnica, że ktoś odpisze - czyli dokładnie ta pętla, którą chcesz zamknąć. Rezerwacja ma być samoobsługowa, a formularz służyć tym, którzy mają pytanie przed zapisem.

Widoczność lokalna, czyli skąd bierze się ruch spoza Instagrama

Salon żyje z okolicy, więc miasto i dzielnica muszą występować w treści strony, nie tylko w stopce. Ludzie szukają frazami z lokalizacją, a podstrona zabiegu, która nigdzie nie mówi, gdzie jesteś, nie ma szans wyjść na takie zapytanie.

Druga połowa tej roboty dzieje się poza stroną - w wizytówce w mapach. Kategoria, godziny, zdjęcia, opinie i odpowiedzi na nie robią tu więcej niż sama strona, a jedno z drugim musi być spójne: ta sama nazwa, ten sam adres, ten sam telefon wszędzie. Rozpisałem ten temat w tekście o pozycjonowaniu lokalnym i Mapach Google, więc tu tylko zaznaczę, że przy salonie to nie jest dodatek do strony, tylko druga noga, bez której pierwsza kuleje.

Od strony technicznej całą resztę załatwia higiena, o której klientka nie myśli, ale którą czuje: strona ma się otwierać szybko na telefonie w słabym zasięgu, numer ma być klikalny jednym kciukiem, a godziny otwarcia mają być w jednym miejscu, żeby aktualizacja przed świętami była jedną zmianą, a nie pięcioma. Tak buduję strony internetowe dla firm niezależnie od branży - salon różni się tym, że ruch przychodzi tu głównie z telefonu i głównie wieczorem.

Czego unikać

  • Cennika jako PDF-a albo wyłącznie w relacji na Instagramie - znika, nie da się go wyszukać i nie czyta go wyszukiwarka
  • Trzech równorzędnych sposobów kontaktu obok siebie - telefon, formularz, priv i rezerwacja w jednym rzędzie zmuszają do wyboru, a wybieranie to opóźnienie
  • Galerii jako jedynej treści o zabiegu - zdjęcie pokazuje efekt, ale nie odpowiada, dla kogo zabieg jest i ile trwa
  • Zdjęć z banku zdjęć zamiast własnych prac - w tej branży wyczuwa się je od razu i kosztują wiarygodność
  • Strony, która nie mówi, gdzie jesteś - salon bez miasta w treści nie istnieje w wyszukiwaniu lokalnym

Ile to kosztuje i ile trwa

Stronę salonu wyceniam w modelu fixed-bid - konkretna kwota na piśmie po rozmowie, bez rozliczania godzin, z rozliczeniem etapami. O kwocie decyduje liczba podstron zabiegów, to, czy przygotowujemy treści od zera czy masz je gotowe, i czy dochodzi podpięcie rezerwacji oraz wersja z kilkoma lokalizacjami. Co jeszcze wpływa na tę kwotę, rozpisałem w tekście o koszcie strony internetowej.

Po wdrożeniu stronę można objąć stałą opieką - aktualizacje, kopie zapasowe, monitoring i drobne zmiany w cenniku czy godzinach - w pakiecie, którego zakres i cenę znajdziesz na stronie opieki. Dla salonu z jedną lokalizacją zwykle wystarcza najniższy wariant, bo chodzi o spokój i drobne poprawki, a nie o ciągły rozwój.

Jeśli masz już stronę i zastanawiasz się, czemu z niej nikt się nie umawia - podeślij mi link. Zrobię przegląd i wrócę z listą konkretów w kolejności ważności: co stoi między klientką a rezerwacją i co poprawić najpierw.

Najczęstsze pytania

Mam Booksy i Instagram - czy strona jest mi w ogóle potrzebna? Potrzebna wtedy, gdy tracisz ludzi na etapie przed rezerwacją: osoby, które nie wiedzą, który zabieg wybrać, nie znają ceny albo szukają w wyszukiwarce zamiast na Instagramie. Strona nie zastępuje tamtych dwóch narzędzi, tylko wypełnia lukę między nimi i zostaje Twoją własnością, gdy algorytm zmieni zasady.

Czy rezerwacje muszą działać na stronie, czy wystarczy przycisk do systemu? Przy jednym salonie w zupełności wystarczy dobrze widoczny przycisk prowadzący do kalendarza, z którego już korzystasz. Własny system rezerwacji w stronie ma sens dopiero przy nietypowym sposobie umawiania - pakietach, kaucjach albo konsultacji przed zabiegiem - i wtedy trzeba go policzyć osobno.

Czy muszę pokazywać ceny na stronie? To Twoja decyzja, ale brak ceny jest jednym z najczęstszych powodów, dla których klientka nie zapisuje się na wizytę. Jeśli nie chcesz sztywnego cennika, podaj widełki i napisz, od czego zależy końcowa kwota - to działa lepiej niż cisza i lepiej niż „cena do ustalenia”.

Ile trwa zrobienie takiej strony? Najwięcej czasu zabierają treści i zdjęcia po Twojej stronie, nie sama budowa. Jeśli cennik zabiegów, opisy i zdjęcia efektów są gotowe, projekt idzie sprawnie; jeśli powstają w trakcie, to one wyznaczają tempo. Konkretny termin podaję na piśmie razem z wyceną, przed startem.


Potrzebujesz czegoś takiego u siebie? Projektuję i buduję strony internetowe dla firm B2B - od zera albo jako przebudowę tego, co już stoi. Porozmawiajmy o projekcie.

§ Porozmawiajmy o projekcie

Twoja strona nie przynosi zapytań albo wygląda staro, a nie wiesz, od czego zacząć?

Opisz zakres w dwóch zdaniach albo podeślij link do strony. Wskażę, co poprawić najszybciej, a wycenę dostajesz na piśmie - bez „od X zł".

Porozmawiajmy o projekcie