Wycena przeprowadzki sklepu w połowie zależy od tego, co wyślesz wykonawcy, zanim on ją napisze. Frazę „migracja platformy e-commerce cena” wpisuje zwykle ktoś, kto zebrał już dwie albo trzy oferty i widzi w nich jedną liczbę „od”, bez wyjaśnienia, skąd się bierze i co się pod nią kryje. Ten tekst nie jest kolejnym cennikiem. Jest instrukcją, jak taką ofertę przeczytać: co powinno w niej stać jako osobna pozycja, które rzeczy podbijają koszt po Twojej stronie i co przygotować, żeby pierwsza cena, którą dostaniesz, była tą ostateczną.
Migracja platformy e-commerce - z czego składa się cena
Najprostszy sposób, żeby zrozumieć wycenę, to przestać patrzeć na nią jak na „przeniesienie sklepu” i podzielić ją według tego, ile w każdej pozycji jest maszyny, a ile człowieka. W praktyce robota rozkłada się na cztery kubełki i każdy wycenia się zupełnie inaczej.
- To, co idzie automatem. Katalog produktów w standardowym kształcie: nazwa, opis, cena, zdjęcie, prosta kategoria. Eksport, przemapowanie kolumn, import. Tu liczy się głównie objętość, a nie trudność, więc dwa tysiące produktów kosztuje niewiele więcej niż dwieście.
- To, co trzeba przepisać ręcznie. Warianty poskładane w starej platformie po swojemu, pola dodatkowe, atrybuty używane niezgodnie z ich nazwą, opisy z osadzonym kodem, promocje wpisane na sztywno. Każda taka rzecz to osobna decyzja, jak ma wyglądać po drugiej stronie. Ten kubełek potrafi być droższy niż cały katalog razem wzięty.
- To, co powstaje od zera. Szablon, konfiguracja wysyłki i podatków, podpięcie płatności i kurierów, konta klientów, maile transakcyjne. Ze starej platformy nie da się tego zabrać, więc powstaje na nowo, niezależnie od tego, ile masz produktów.
- To, co dzieje się po przełączeniu. Obserwacja indeksacji, wyłapywanie adresów, które gdzieś uciekły, poprawki w koszyku po pierwszych prawdziwych zamówieniach. Najczęściej pomijana pozycja i jednocześnie ta, która decyduje, czy przeprowadzka skończy się dobrze.
Orientacyjne widełki kwotowe rozpisałem osobno, w tekście o tym, ile kosztuje migracja sklepu internetowego. Tutaj celowo nie podaję liczb, bo cena bez rozbicia na pozycje i tak nic Ci nie powie, a z rozbiciem policzysz ją sam.
Oferta „od” i pozycje, których w niej zwykle nie ma
Liczba „od” jest zwykle uczciwa: opisuje najprostszy możliwy przypadek. Problem w tym, że Twój sklep prawie nigdy nie jest najprostszym możliwym przypadkiem, a różnicę widać dopiero wtedy, gdy porównasz ofertę z listą rzeczy, które w migracji po prostu muszą się wydarzyć. Cztery pozycje znikają z ofert najczęściej.
Pierwsza to mapa starych i nowych adresów wraz z przekierowaniami. Nie „przekierowania” jako jedno słowo w opisie zakresu, tylko konkretna pozycja z informacją, skąd wykonawca weźmie listę adresów. To jest rzecz, która ratuje ruch z Google, i cała mechanika stoi w osobnym tekście o tym, jak wygląda migracja bez utraty pozycji w Google.
Druga to historia zamówień i dane klientów. Wiele platform abonamentowych nie oddaje ich zwykłym eksportem i trzeba je wyciągać obejściem. Jeśli oferta o nich milczy, zapytaj wprost, czy są w zakresie, czy nie.
Trzecia to testy płatności na prawdziwych pieniądzach. Bramka w trybie testowym potrafi działać bez zarzutu, a na produkcji przewrócić się na drobiazgu w konfiguracji. Kilka groszowych przelewów przed startem to pozycja, której nikt nie lubi wyceniać, a która wyłapuje błędy, zanim zrobi to klient.
Czwarta to okno przełączenia i opieka przez pierwsze dni. Przełączenie w środę rano i przełączenie w piątek wieczorem to dwie różne rzeczy pod względem ryzyka. Zapytaj, kiedy ma się odbyć i kto jest pod telefonem następnego dnia.
Co podnosi koszt: dane, integracje, pozycje w Google
Tu dochodzimy do najciekawszej części, bo sporą część tych rzeczy możesz zbić sam, zanim w ogóle wyślesz zapytanie. Wycena rośnie nie od tego, jak duży jest sklep, tylko od tego, ile w nim bałaganu.
Produkty, których nikt już nie sprzedaje. W większości sklepów, które przenosiłem, spora część katalogu to pozycje wycofane, testowe albo dublujące się po latach zmian. Każda z nich przechodzi przez ten sam proces co produkt, który realnie zarabia. Przegląd katalogu i wygaszenie martwych pozycji przed migracją to najtańszy sposób na obniżenie ceny.
Warianty poskładane na kilka sposobów. Gdy część produktów ma rozmiar jako wariant, a część jako osobny produkt z dopiskiem w nazwie, migracja przestaje być mapowaniem, a zaczyna być porządkowaniem. Jeśli wiesz, że tak u siebie macie, powiedz o tym w zapytaniu zamiast czekać, aż wykonawca to odkryje w połowie pracy.
Integracje, z których nikt nie korzysta. Przy przenosinach łatwo odruchowo poprosić o „to samo, co teraz”. Warto najpierw sprawdzić, które wtyczki i podpięcia faktycznie coś robią. Każda integracja mniej to jedna konfiguracja i jeden test mniej w wycenie.
Liczba adresów, które siedzą w Google. To jedyny czynnik z tej listy, którego nie chcesz zmniejszać na siłę, ale musisz go znać. Sklep z trzystoma zaindeksowanymi adresami i sklep z trzydziestoma tysiącami to zupełnie inna skala pracy nad mapowaniem, nawet jeśli produktów jest tyle samo. Filtry, sortowania i stronicowanie potrafią rozmnożyć adresy w sposób, którego z panelu nie widać.
Treści, które trzeba napisać na nowo. Opisy kategorii, strony informacyjne, regulamin z nazwą starej platformy w środku. To nie jest robota programistyczna, ale ktoś musi ją wykonać i gdzieś w wycenie wyląduje.
Jak przygotować sklep do wyceny migracji
To jest sedno tego tekstu. Poniższą listę możesz zebrać w jedno popołudnie, a różnica między zapytaniem z nią a zapytaniem bez niej jest taka, jak między ceną a zgadywaniem. Dokładnie tę samą logikę opisałem kiedyś dla stron, w tekście o tym, co wysłać, żeby dostać konkretną wycenę; przy sklepie dochodzą dane i integracje.
- Nazwa i wersja obecnej platformy. „Sklep na Shoperze” i „Shoper w starym szablonie sprzed przebudowy” to inna robota. Jeśli sklep był kiedyś modyfikowany poza standardem, napisz to.
- Liczby z panelu, nie z pamięci. Ile produktów, ile z nich aktywnych, ile ma warianty, ilu klientów z kontem, ile zamówień w historii. Wszystkie te liczby wyciągniesz z panelu w kilka minut i każda z nich zdejmuje z wyceny jeden zapas na wszelki wypadek.
- Próbka eksportu. Wyeksportuj sto produktów do pliku i dołącz go do zapytania. Nic nie skraca wyceny tak jak możliwość zajrzenia do prawdziwych danych zamiast wyobrażania ich sobie. Jeśli w pliku widać, że warianty siedzą w jednej kolumnie po przecinku, wykonawca wie o Twoim sklepie więcej niż z trzech akapitów opisu.
- Lista integracji z nazwami. Operator płatności, firmy kurierskie i paczkomaty, program księgowy, magazyn, newsletter, porównywarki, hurtownie. Przy każdej dopisz, czy ma zostać, czy odpada.
- Lista adresów i dane o ruchu. Sitemapa i eksport z Search Console za ostatnie trzy miesiące. To jest materiał, z którego powstaje mapa przekierowań, a jednocześnie jedyny sposób, żeby wykonawca ocenił, jak duże jest ryzyko po stronie SEO.
- Termin i sezon. Napisz, kiedy chcesz mieć to zrobione i kiedy u Ciebie jest szczyt sprzedaży. Przeprowadzka na trzy tygodnie przed najgorętszym okresem w roku jest do zrobienia, ale wymaga innego harmonogramu niż ta w martwym miesiącu.
- Kto po Waszej stronie decyduje. Jedna osoba do kontaktu, która może potwierdzić wygląd, treści i termin przełączenia. Brak takiej osoby wydłuża projekty bardziej niż jakikolwiek problem techniczny.
Z tym kompletem zapytanie przestaje brzmieć „ile kosztuje przeniesienie sklepu internetowego”, a zaczyna brzmieć jak konkretny projekt z konkretnym zakresem. U mnie taki zestaw zamienia się w wycenę z terminem, bez rozmowy wstępnej, i tak właśnie wyglądają migracje na WooCommerce, które prowadzę.
Czego nie da się wycenić z góry i co z tym zrobić
Uczciwa odpowiedź na pytanie o cenę zawiera też zdanie o tym, czego na tym etapie nikt nie wie. Zwykle są to trzy rzeczy: rzeczywista jakość danych w starej bazie, to, czy zamknięta platforma odda wszystko przez eksport, oraz stan treści, które ktoś dopisywał latami. Nie da się tego ocenić z zewnątrz bez dostępu.
Są dwa uczciwe sposoby, żeby to rozliczyć. Pierwszy to krótkie rozpoznanie na próbce danych, wycenione osobno i odliczane od właściwego projektu, jeśli dojdzie do skutku. Drugi to wycena etapowa: cena za część, którą widać, i osobna decyzja o reszcie po eksporcie próbnym. Oba są lepsze od trzeciego wariantu, w którym wykonawca dokłada niewidzialny zapas do jednej liczby, a Ty płacisz za jego niepewność, nawet jeśli Twoje dane okażą się w porządku.
Czerwona lampka jest tylko jedna: oferta, która nie wspomina o niepewności w ogóle i podaje cenę bez jednego pytania o dane. Albo ktoś ma zapas wliczony po cichu, albo zderzy się z rzeczywistością w połowie pracy i wtedy zacznie rozmowę o aneksie.
Najczęstsze pytania
Czy cena migracji zależy głównie od liczby produktów? Rzadziej, niż się wydaje. Objętość katalogu przekłada się na czas importu, ale na wycenę mocniej wpływa to, w ilu różnych kształtach zapisane są warianty i pola dodatkowe, oraz ile integracji trzeba zbudować od nowa.
Co zrobić, żeby dostać niższą wycenę bez cięcia zakresu? Uporządkować katalog przed migracją: wygasić martwe produkty, ujednolicić warianty i skreślić integracje, z których nikt nie korzysta. To jedyne obniżki, które nie zabierają niczego z gotowego sklepu.
Czy porównywać oferty po samej kwocie? Nie da się, dopóki nie stoją w nich te same pozycje. Zanim porównasz liczby, sprawdź, czy w każdej ofercie są przekierowania, historia zamówień, testy płatności i opieka po starcie. Zwykle okazuje się, że najtańsza oferta jest najtańsza dlatego, że nie ma w niej dwóch z tych czterech rzeczy.
Ile trwa zebranie materiałów do wyceny? Popołudnie. Liczby z panelu, eksport próbki i lista integracji to zadanie na dwie, trzy godziny, a skracają drogę do ceny z kilku dni do jednego.
Siedzisz na Shoperze, Preście albo Shopify i myślisz o przenosinach? Robię migracje na WooCommerce bez utraty pozycji w Google i bez przerwy w sprzedaży. Porozmawiajmy o projekcie.