Przejdź do treści
codecollab.pl
§ Blog przeniesienie praw autorskich do strony

Przeniesienie praw autorskich do strony - kto jest właścicielem kodu i grafik

Pytanie o właściciela strony prawie nigdy nie pada przy podpisywaniu umowy - pada dwa lata później, przy pierwszej poważnej zmianie

Krystian Kacik 10 min czytania
Spis treści

Pytanie o właściciela strony prawie nigdy nie pada przy podpisywaniu umowy - pada dwa lata później, przy pierwszej poważnej zmianie. Firma chce przejść do innego wykonawcy albo dobudować sklep, i wtedy okazuje się, że nikt nie umie powiedzieć, czyj jest kod, na czyim koncie kupiono motyw i gdzie leży repozytorium. Dlatego kiedy ktoś wpisuje w Google frazę „przeniesienie praw autorskich do strony”, zwykle nie pisze dopiero umowy - ma już gotowy serwis, zapłaconą fakturę i chce ustalić, co z tego faktycznie należy do jego firmy.

Patrzę na to od strony wykonawcy, bo buduję strony firmowe i sklepy, a kilka razy w roku przejmuję serwis po kimś innym - i to przejęcie jest zwykle momentem, w którym cała sprawa wychodzi na wierzch. Zaznaczam od razu: nie jestem prawnikiem i nie piszę porady prawnej. Mówię o tym, co da się sprawdzić własnymi rękami i czym grozi brak tych zapisów w praktyce. Ocenę paragrafów Twojej umowy zostaw prawnikowi, zwłaszcza gdy sprawa idzie w stronę sporu z wykonawcą.

Przeniesienie praw autorskich do strony - kto jest właścicielem po zapłacie

Zacznę od rzeczy, która zaskakuje najwięcej osób: prawa autorskie do strony internetowej nie wędrują za przelewem. Faktura dokumentuje zapłatę za usługę, nie przenosi praw. Prawa majątkowe do utworu - a projekt graficzny, własny motyw i dopisane funkcje to utwory - przechodzą na Ciebie wtedy, gdy umowa mówi o tym wprost i wskazuje, czego dotyczy przeniesienie. Przepisy wymagają tu formy pisemnej, więc ustalenie zrobione mailem albo na spotkaniu to nie to samo co zapis w dokumencie.

Pytanie, kto jest właścicielem strony internetowej, rozpada się więc na dwie rzeczy, które większość klientów traktuje jako jedną:

  • Faktyczne władanie stroną - masz pliki, bazę danych, panel administracyjny i hosting. Możesz wejść, zmienić, skopiować.
  • Prawa do tego, co powstało na zamówienie - możesz legalnie rozporządzać projektem, przebudować go, oddać innej firmie do rozwoju, użyć tej samej grafiki w drugim serwisie.

Można mieć pierwsze bez drugiego i to najczęstszy przypadek, jaki widzę: strona stoi na Twoim hostingu, masz wszystkie hasła, a w umowie nie ma ani słowa o prawach. Na co dzień to nie przeszkadza - problem pojawia się przy przebudowie, sporze z wykonawcą albo sprzedaży firmy.

Odwrotny układ jest gorszy: umowa mówi o przeniesieniu praw, ale wykonawca nie wydał kompletnej kopii strony i trzyma dostępy u siebie. Dobry zapis wiąże więc jedno z drugim i z zapłatą całości - z chwilą ostatniego przelewu masz i pliki, i prawo do nich.

Jak sprawdzić, co naprawdę jest Twoje - sześć pytań

Tego audytu nie trzeba zlecać. Sześć pytań, odpowiedzi szukasz w panelach i w skrzynce mailowej.

  1. Na kogo zarejestrowana jest domena? Nie kto ją obsługuje, a kto jest abonentem w panelu rejestratora. Brak własnego konta u rejestratora zwykle znaczy, że domena nie jest Twoja - a to najważniejszy element całego zestawu.
  2. Na czyje konto wykupiony jest hosting i jaki mail jest do niego przypisany? Konto na adresie wykonawcy oznacza, że w dniu rozstania zostajesz bez serwera, na którym stoi strona.
  3. Gdzie leży repozytorium kodu i kto jest jego właścicielem? Repozytorium w prywatnym koncie wykonawcy albo w jego organizacji na GitHubie to nie Twoje repozytorium, nawet jeśli masz do niego podgląd.
  4. Czy masz dostęp do plików i bazy danych? Dostęp wyłącznie do kokpitu WordPressa to za mało, żeby zrobić własną kopię - potrzebujesz konta FTP albo SFTP i eksportu bazy.
  5. Na czyje konto kupione są płatne licencje i kto je odnawia? Dotyczy motywu, wtyczek premium, czasem fontów i wyszukiwarki.
  6. Co z tych ustaleń jest w umowie, a co tylko w mailach? Mail jest dowodem na to, co strony ustaliły, ale przy prawach autorskich nie zastąpi formy pisemnej.

Jest jeszcze test, który rozstrzyga wszystko naraz i nie wymaga czytania paragrafów. Czy dowolny inny programista postawi działającą kopię Twojej strony u siebie, nie prosząc poprzedniego wykonawcy o nic? Jeśli tak, masz ją faktycznie w ręku. Jeśli po drodze trzeba kogoś o coś poprosić, strona jest Twoja na papierze, a nie w praktyce. Robię go na starcie każdego przejęcia i zwykle pokazuje stan rzeczy szybciej niż umowa.

Co musi być w umowie

Jeśli masz umowę przed sobą, szukaj w niej trzech zdań: przeniesienie praw autorskich do kodu i grafik powstałych na zamówienie, z nazwanym momentem przeniesienia, ze wskazaniem, czego dotyczą, i z obowiązkiem wydania kompletnej, uruchamialnej kopii strony wraz z dostępami. Bez trzeciego zdania pierwsze dwa nie wystarczają.

Całą listę punktów, które chronią klienta przy budowie strony - zakres w załączniku, terminy, kamienie milowe, odbiór, gwarancję - rozpisałem w osobnym tekście o tym, co powinna zawierać umowa na wykonanie strony internetowej. Tam jest siedem punktów i omówienie każdego - ten wpis dotyczy sytuacji, w której umowa już jest podpisana albo nie ma jej wcale.

Uwaga dla czytających wzory z internetu: zdanie „klient nabywa pełne prawa do strony” brzmi uspokajająco, a jest za ogólne. Liczy się wskazanie, do czego dokładnie prawa nabywasz i na jakich polach eksploatacji - i to fragment dla prawnika.

Motywy, wtyczki, zdjęcia - co nigdy nie będzie Twoje

Część strony nie przejdzie na Ciebie, bo nie jest i nigdy nie była własnością wykonawcy. To normalny sposób, w jaki zbudowany jest dzisiejszy web - trzeba tylko wiedzieć, co z tego wynika przy przenoszeniu strony.

WordPress, motywy i wtyczki na licencji GPL. Sam WordPress i większość wtyczek z katalogu działają na licencji otwartej. Nikt nie przenosi na Ciebie praw do nich, bo nikt ich nie ma na wyłączność. Masz za to prawo z nich korzystać, zmieniać je i przenosić razem ze stroną gdzie chcesz. Co się za tym kryje finansowo, pokazałem w tekście o tym, czy WordPress jest naprawdę darmowy.

Licencje premium, przypisane do konta i często do domeny. Płatny motyw albo wtyczka to licencja na określoną liczbę instalacji, odnawiana rocznie, zapisana na koncie tego, kto ją kupił. Jeśli kupił ją wykonawca, w dniu rozstania przestajesz dostawać aktualizacje i wsparcie, a wtyczka zaczyna wypisywać, że klucz jest nieaktywny. Strona działa dalej, ale przestaje być bezpieczna, bo poprawki bezpieczeństwa idą przez ten sam klucz. Dlatego licencje mają być kupowane na Twoje konto, nawet gdy fakturę wystawia wykonawca.

Zdjęcia stockowe z imiennym licencjobiorcą. Tu robi się najwięcej cichego bałaganu. Licencja na zdjęcie z banku zdjęć jest udzielana konkretnemu podmiotowi i zwykle nie jest przenoszalna - wykonawca nie może jej scedować na Ciebie, nawet gdyby chciał. Strona zbudowana na zdjęciach kupionych przez agencję może więc po rozstaniu wymagać wykupienia ich na nowo albo wymiany. To samo dotyczy fontów komercyjnych, których licencje webowe bywają liczone per domena albo per ruch, oraz płatnych zestawów ikon. A jeśli teksty pisał copywriter podwykonawca, prawa do nich też wymagają osobnej drogi - od copywritera do wykonawcy i dalej do Ciebie.

Stąd zasada przy odbiorze: pytaj nie tylko o kod, ale o listę wszystkiego, co jest na licencji, z informacją, na czyim koncie jest wykupione.

Nie masz umowy albo rozstajesz się z wykonawcą

Brak umowy nie znaczy, że zostajesz z niczym - znaczy, że sytuację warto uporządkować zanim pojawi się konflikt. W spokojnej rozmowie wykonawcy zwykle nie mają powodu odmawiać.

Kolejność, którą bym zachował:

  • Poproś pisemnie o komplet - pełną kopię plików i bazy, listę kont i licencji z informacją, na kogo są wykupione, oraz potwierdzenie, że możesz rozporządzać tym, co powstało na zamówienie.
  • Przepisz na siebie domenę i hosting. Domena i hosting na Twoim koncie rozstrzygają większość takich rozmów.
  • Zrób własną kopię, zanim zaczniesz trudne rozmowy. Kopia zrobiona dzisiaj bywa jedyną rzeczą, która zostaje, gdy współpraca kończy się nagle.
  • Dopiero potem prostuj papiery. Aneks albo osobna umowa o przeniesieniu praw podpisana po fakcie jest normalna i tańsza niż spór.

Jedna rzecz, o której łatwo zapomnieć przy zmianie wykonawcy: nowy wykonawca nie weźmie gwarancji na kod, którego nie napisał. Jeśli po przejęciu coś się sypie, naprawa idzie jako zwykłe zlecenie - rozdzieliłem te dwie rzeczy przy okazji gwarancji na stronę internetową.

Jak to wygląda u mnie

Układam to tak, żeby pytanie z tytułu w ogóle nie miało okazji się pojawić. Repozytorium zakładam na koncie klienta od pierwszego dnia, nie przy odbiorze - pracuję w jego repozytorium, więc kod od początku jest tam, gdzie ma zostać. Domena i hosting rejestrowane są na firmę klienta, z dostępem dla mnie, nigdy odwrotnie. Płatne licencje kupowane są na konto klienta, żeby aktualizacje przychodziły także po zakończeniu współpracy. Prawa do tego, co napisałem na zamówienie, przechodzą razem z ostatnią płatnością, na piśmie, ze wskazaniem zakresu.

Robię tak dlatego, że to tańsze dla obu stron - klient, który wie, że może odejść, nie musi tego sprawdzać. Kiedy buduję stronę firmową od zera albo przebudowuję istniejącą, kopia uruchamialna u dowolnego programisty, lista dostępów i lista licencji są częścią odbioru, a nie dodatkiem na życzenie.

Podsumowanie

Zapłacona faktura daje Ci stronę w użytku, ale prawa autorskie przechodzą dopiero wtedy, gdy umowa mówi o tym wprost i na piśmie. Resztę rozstrzyga praktyka: na kogo zapisana jest domena, gdzie leży repozytorium, na czyim koncie są licencje i czy inny programista postawi kopię bez pytania poprzednika. Część strony - WordPress, wtyczki GPL, zdjęcia stockowe, fonty - nie przejdzie na Ciebie nigdy i to normalne; trzeba wiedzieć, co z tej listy przestanie się aktualizować w dniu rozstania.

Jeśli masz stronę i nie wiesz, co z niej należy do Twojej firmy - podeślij mi adres i umowę, jeśli jakaś jest. Przejdę tę listę i powiem, czego brakuje, żeby serwis dało się bez przeszkód przenieść.

Najczęstsze pytania

Nie mam żadnej umowy z wykonawcą - czy strona jest moja? Masz ją w użytku i nikt Ci tego nie odbierze, ale przeniesienia praw majątkowych bez pisemnej umowy nie ma. Problem zrobi się przy przebudowie albo sprzedaży firmy, więc papiery warto wyprostować aneksem, gdy relacja jest jeszcze dobra. Jak to wygląda u Ciebie, oceni prawnik.

Wykonawca nie chce oddać repozytorium i dostępów - co mogę zrobić? Najpierw poproś pisemnie, z listą konkretnych rzeczy i terminem - sama forma mailowa często załatwia sprawę, bo porządkuje rozmowę. Równolegle sprawdź, co masz bez niego: przy domenie i hostingu na Twoim koncie zrobisz pełną kopię plików i bazy samodzielnie. Jeśli stoją na koncie wykonawcy, to one są pierwszym punktem do odzyskania. Przy odmowie dalsze kroki zależą od tego, co podpisałeś, i to moment na prawnika.

Czy mogę przenieść stronę na płatnym motywie do innej firmy? Samą stronę tak - pliki i baza idą z Tobą. Co innego licencja na motyw: jeśli kupił ją wykonawca na swoje konto, po rozstaniu zostajesz bez aktualizacji i wsparcia dla tego motywu, choć strona nadal działa. Najtaniej wykupić tę samą licencję na własne konto, a przy nowych projektach od razu kupować licencje na siebie.

Czy zdjęcia użyte na stronie przechodzą na mnie razem z nią? Zwykle nie, jeśli pochodzą z banku zdjęć i licencję wykupił wykonawca - takie licencje są udzielane konkretnemu podmiotowi i najczęściej nie da się ich przenieść. Dlatego przy odbiorze warto dostać listę użytych zdjęć z ich źródłem. Zdjęcia zrobione na zamówienie dla Ciebie to inna sprawa i tam przeniesienie praw zapisuje się w umowie.


Potrzebujesz czegoś takiego u siebie? Projektuję i buduję strony internetowe dla firm B2B - od zera albo jako przebudowę tego, co już stoi. Porozmawiajmy o projekcie.

§ Porozmawiajmy o projekcie

Twoja strona nie przynosi zapytań albo wygląda staro, a nie wiesz, od czego zacząć?

Opisz zakres w dwóch zdaniach albo podeślij link do strony. Wskażę, co poprawić najszybciej, a wycenę dostajesz na piśmie - bez „od X zł".

Porozmawiajmy o projekcie